Wpisy

Kiedyś dawno temu była Polska Ludowa i był Związek Radziecki – olbrzymi kraj o powierzchni zajmującej jedną trzecią globusa. Potem doszło do rozpadu ZSRR (notabene akt rozpadu został podpisany kilka kilometrów od granicy z Polską w Puszczy Białowieskiej), Polska z Ludowej stała się Rzeczpospolitą, ZSRR się poszatkował na wiele państw i narodów, a zamiast graniczyć z jednym państwem od  północy i wschodu – zaczęliśmy mieć 4 odrębne państwa jako swoich sąsiadów – Rosję na północy, Litwę (teraz tak jak i my w UE), Białoruś i Ukrainę.

W sumie dla Polaków jednak niewiele się zmieniło. Wszyscy ze wschodu to nadal „Ruscy” (no oprócz Litwinów), a fakt, że graniczymy nie z jednym a z kilkoma państwami – to praktycznie niewielka różnica. Nadal, jak za czasów istnienia ZSRR dość rzadko się zapuszczamy w tamte regiony, a odróżnianie od siebie Rosjanina, Białorusina czy Ukraińca to dla wielu zbyt skomplikowana sprawa.

Białoruś – to dla wielu z nas to bardziej tereny dawnych Kresów, trochę mityczne, obecnie stracone, a państwo Białoruś – to dziwny kraj rządzony przez prezydenta Łukaszenkę, który jest ostatnim dyktatorem Europy. Ot to wszystko albo niewiele więcej.

Jaka jest Białoruś? Jest inna niż Polska. Jest inna niż Rosja czy Ukraina. A że bywałem na Białorusi kilka razy – to postaram się nieco przybliżyć ten kraj, jaki jest obecnie, jak tam żyją ludzie, jak tam jest. To będzie bardzo subiektywne przedstawienie Białorusi – bo jak powszechnie wiadomo – najlepiej samemu wyrobić sobie zdanie. Pojechać tam i zobaczyć.

Rzeczywiście, jednym z bardziej nietypowych kwestii występujących na Białorusi jest fakt, że bardzo rzadko (obecnie się to powolutku zmienia) Białorusini rozmawiają ze sobą po… białorusku. Językiem oficjalnym a i normalnie używanym na ulicy czy w sklepie jest język rosyjski. Białoruś ma także jedną granicę, która to przypomina granice znane z Unii Europejskiej – czyli jest ale jakby jej nie było – i to jest granica z Rosją. Inne granice Białorusi są strzeżone i ich przekraczanie wiąże się ze sporym zachodem i zasadniczo z koniecznością posiadania wizy.

Oto subiektywne informacje o Białorusi – nie z książek czy z netu – ale to co widziałem, sfotografowałem. Czyli jak tam jest.

wwwIMGP6537Granica, pierwszy kontakt

Wiza. Żeby wjechać na obszar Białorusi potrzebna jest białoruska wiza. Jedyny obszar obecnie Białorusi, który bez wizy może obecnie zwiedzić obywatel Polski czy też innych krajów Unii Europejskiej to białoruska część Puszczy Białowieskiej.

Przekraczanie granicy wiąże się z niedogodnościami. Wpierw zdobycie wizy, potem na granicy wypełnianie różnych dokumentów. I pierwszy kontakt z Białorusinami też może być zniechęcający – rzadko urzędnicy, celnicy czy też żołnierze straży granicznej zdobywają na uśmiech. To taka cecha białoruska – służbowo nie ma miejsca na brak powagi. Uśmiech objawem słabości – a to przecież na stanowisku nie uchodzi. Obowiązuje to także petenta – dowcipkowanie, żartowanie jest raczej źle widziane – trzeba zachować szacunek dla urzędu. Dla własnego spokoju chociażby i żeby granicę przekroczyć możliwie jak najszybciej – a to czasami może potrwać. Ale jak już w końcu się uda to wjeżdżamy do tej prawdziwej Białorusi.

Drogi

Zadziwiające, ale pierwsza rzecz jaka się rzuca w oczy to pustka. W porównaniu do dróg w Polsce tam praktycznie nie ma ruchu. Owszem jeżdżą samochody – ale ile? Malusio! A drogi są z zasady gładkie, szerokie, bez dziur. Aż dziw bierze.

wwwIMGP2737

Jedna z głównych dróg na Białorusi biegnąca na wschód kraju, dzień powszedni. Można się opalać

wwwauta

Samochody z różnych epok jeżdżą po drogach

www-pijani

Kierowco, uwaga. Niezdyscyplinowani piesi!

Drugą kwestią dotyczącą zmotoryzowanych turystów jest kwestia milicji i świateł drogowych. Jak wszędzie o bezpieczeństwo na drogach dba ichnia drogówka. I zdarza się, że zatrzymuje za prawdziwe a i nie za prawdziwe przewinienia – no i chce dać mandat. Żeby się nie za bardzo wyróżniać, jak się podróżuje samochodem z Polski – to trzeba wyłączyć światła. Bo w przeciwieństwie do nas, gdzie na światłach jeździmy okrągłą dobę przez okrągły rok – Białorusini bardzo oszczędzają żarówki w swoich pojazdach – nawet jak jest ciemno praktycznie można się natknąć na auta jadące bez oświetlenia. I żeby się w oczy nie rzucać – na przykład milicji drogowej – światła pozostawmy wyłączone.

Moda

Jak udowodniono wielokrotnie i bezapelacyjnie – najpiękniejszymi kobietami na Świecie są Polki! Ta oczywista oczywistość nie może jednak przysłaniać faktu, że każdy Polak na Białorusi doceni urodziwość Białorusinek. Ale chyba najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest… damska moda. Białorusinki w tej materii wykazują się czasami zaskakującą kreatywnością i umiejętnością wręcz zapierającego dech doboru strojów i dodatków.

Największą różnicą jest stosunek do szminki. Na całym Wschodzie, nie tylko na Białorusi czerwień jest zwyczajnie znacznie bardziej czerwona niż gdzie indziej. Logicznie nie da się tego wytłumaczyć – ale zauważyć tego nie będą w stanie wyłącznie osoby niewidome. Drugim rzucającym się w oczy elementem modnego stroju damskiego są buty – a najbardziej mi się podobają buty letnie ale przystosowane do nagłych zmian pogody – jak raptem w lipcu spadnie z pół metra śniegu to dama w takim obuwiu bez najmniejszego problemu będzie mogła godnie paradować także i w takich warunkach.

Kwestie gustu i elegancji – wiadomo – są to sprawy bardzo indywidualne. Ale czasami kreatywność bywa nieco… zaskakująca. Z drugiej strony – jak ktoś się w czymś dobrze czuje – to czemu mu bronić?

www-pokaz

Pokaz z Mińska (stolica Białorusi). Buty – odjazdowe. Jest moc!!!

 

www-buty

Obuwie wielosezonowe, i na lato i jak śnieg nagle spadnie. I jeansy – takich modeli się nie znajdzie w polskich sklepach

wwwgarnitur

Nawet nie próbuję zgadnąć co to za materiał. Coś chyba z folią ma wspólnego… No ale to ślub! A na taką okazję nie wybierze się człowiek w byle czym…

Obywatelu, pamiętaj…

Białoruś jest bardzo… dydaktycznym krajem. Przywykliśmy do reklam. W 99,99% sytuacji cały przekaz tych wszystkich tablic, neonów, bilbordów w Polsce sprowadza się do hasła – kup! W promocji, w super ofercie, nie bądź idiotą… Na Białorusi też są takie, ale mniej. Za to obywatel Białorusi jest pouczany, instruowany, przestrzegany, naprowadzany. Czasami tak prosto z mostu, że aż się śmieszne staje. No ale co kraj – to obyczaj 🙂

wwwlenin

Lenin. Pomniki Lenina stoją w wielu miejscach. Kto to był ów Lenin – kto wie, ten wie, kto nie wie – niech sprawdzi. Na tabliczce pod jednym z pomników – działacz polityczny i społeczny twórca pierwszego państwa socjalistycznego. Cóż – to się nazywa polityka historyczna.

wwwterekia

Nie tylko pomniki historyczne. Oto chyba jedyny na Świecie pomnik… terekii (Xenus cinereus). Pomnik znajduje się w miejscowości Turow, na Białorusi.

Jednym z największych świąt na Białorusi są obchody zwycięstwa nad faszyzmem – czyli Wojny Ojczyźnianej (w Polsce – to II Wojna Światowa). Wielkim wysiłkiem narodu (wtedy to całego ZSRR jeszcze) z milonami ofiar. O tym przypominają stosowne tablice.

www-my-pobiedzili

My zwyciężyliśmy

Ale przypominać obywatelowi należy nie tylko o przeszłości. O teraźniejszości też! O wysiłku jaki należy wkładać w budowanie lepszej, bardziej świetlistej przyszłości i dobrobytu, żeby mogła nastąpić dobra zmiana. Najlepsi z najlepszych „wiszą” na ulicach miast.

WWW-lutsze

Najlepsi z najlepszych. A to traktorzysta, co normę wykonał z okładem, dyrektor – co dyrektoruje wybitnie, a to dojarka, co z krów ostatnie krople mleka wycisnąć potrafi…

wwwwolk

Wilk w parku. Można do woli się napatrzeć.

W Naroczańskim Parku Narodowym dydaktyzm przybrał bardzo oryginalną formę. Oto turysta, czy to miejscowy czy z innego kraju przyjeżdża do Parku. Występuje tu wiele gatunków zwierząt, ale wiadomo jak to jest z dzikimi zwierzętami – zobaczyć ciężko, bo to się kryją albo w nocy występują. I ktoś wpadł na genialny pomysł. Spacerując po lesie można się natknąć na poustawiane w trawie czy pomiędzy drzewami… drewniane rzeźby zwierząt występujących w parku. Zobaczenie wilka w naturze? Jakiż to problem. Siada człowiek na ławeczce wygodnie i sobie patrzy do woli 🙂

Sztuka

Ze sztuką większy jest problem niż z modą. Ze sztuką użytkową. Sztuka ma coś tam wywoływać, jakieś emocje; a w rozumieniu białoruskim – sztuka ma zdobić. No i zdobi. I tak ładne krajobrazy przyozdabiane są, żeby jeszcze były ładniejsze. Czasami przychodzi do głowy pytanie – że też im się chce. Ale patrząc na ilości takich dzieł dochodzi się do wniosku, że chęć przyozdabiania świata tkwi w większości Białorusinów – i jak mało który Naród, Białorusini ozdabiają swój kraj na potęgę!

www-przystanek

Kolorowe przystanki… Jest wiele tak przyozdabianych elementów architetury

wwwpalma

Czym się można zająć, jak już się te wszystkie butelki opróżni? Można sobie w ogródku palmę zrobić i „zasadzić”

wwwstatek

Chyba najbardziej spektakularna ozdoba jaką widziałem na Białorusi. Cały statek na dachu wieżowca! Trzeba mieć fantazję! Szczególnie, że Białoruś jest krajem całkowicie pozbawionym dostępu do jakiegokolwiek morza czy oceanu!

Ludzie

Często się mówi o polskiej gościnności. Tej tradycyjnej, staropolskiej, zastaw się a postaw. No cóż – w porównaniu do białoruskiej nasza to taka gościnność „light”. Białorusini lubią ludzi. I starają się, jak ktoś do nich zawita – ugościć, przyjąć, poczęstować. Czasami sami nie mają za wiele – ale się podzielą chociażby jabłkami z własnego ogródka. „Wsio bez obidy?” – to częste pytanie na Białorusi – czy wszystko w porządku, czy bez urazy. Naprawdę. Dają, goszczą, przyjmują, częstują i jeszcze się stale pytają, czy wszystko w porządku, czy się dobrze czujesz, czy jest OK. Niesamowicie miłe, wręcz nieprzyzwoicie miłe uczucie.

wwwimpra

Jedna z wielu improwizowanych, przypadkowych imprez na Białorusi. Ot tak – dla „poddzierżania” i pośpiewania. Tu miejscowa grupa muzyczna

Życie

Jak się żyje na Białorusi? Ludzie tam mieszkający często mówią, że ciężko. Ale zaraz dodają – że i u was pewnie też. Tak to już jest… Białorusini moim zdaniem do szalenie miły przyjazny i dobry naród ale jednocześnie najbardziej fatalistyczny. Zawsze cicho, spokojnie, bez nerwów, co ma być będzie, byle wojny nie było. Takie zdania przebijają w rozmowach z Białorusinami. Nie, żeby biec, zdobywać, walczyć, zmieniać – ale po cichutku, spokojnie, ziemniaczków nasadzić, krówkę wydoić, od czasu do czasu coś mocniejszego i jakoś to będzie.

Na Białorusi żyje się przeszłością, trochę teraźniejszością ale przyszłość – przyszłość ktoś gdzieś kreuje. Ktoś coś kiedyś jakoś zrobi i już – byle gorzej nie było. Byle gorzej nie było – jak tu nie kochać takiej Białorusi?

wwwcm

Stolik na cmentarzu. Wschodnim zwyczajem odwiedzając groby bliskich stawia się tam jedzenie, alkohol. Biesiaduje się. Razem – z Tymi, co odeszli też. Wspomina, może czasami rozmawia. Piękna tradycja.

Jechać nie jechać?

Mamy demokrację. I póki co – od dwudziestu kilku lat żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju. Cały świat otworem stoi – wszystko w zasięgu ręki. Azja, Afryka, Ameryki, Australia, Europa Zachodnia bez granic. Wszędzie można pojechać, zwiedzić, zobaczyć. A na Białoruś? Mimo to, że cały świat jest do poznania to w jednej kwestii można mieć pewność – takiego drugiego państwa jak Białoruś nie ma nigdzie indziej poza Białorusią. I chyba dlatego warto je zobaczyć na własne oczy!

wwwkukly

A jak ktoś zechce się z nami wybrać na Białoruś – na początek, bez wizy do białoruskiej części Puszczy Białowieskiej – zapraszamy.

NatureBike YT BPB

 

 

 

Dzień zakochanych, walentynki. I rowerzyści, dla rowerzystów, sami sobie lub inni dla nich mogą zrobić prezent – żeby pokazać, jak wielkim uczuciem darzą swoje rowery i siebie nawzajem. A niżej kilka pomysłów i propozycji na uczczenie tego dnia.

Jak się ma ogródek, taras czy balkon – można sobie lub komuś zafundować taki kwietnik, Co prawda nie da się tym pojeździć – ale kwiatki wyglądają ładnie. I akcent rowerowy jest wyraźnie widoczny – każdy, kto taki kwietnik zobaczy od razu pozna, że ma do czynienia z osobą z pasją – a nie jakimś tam, przy całym szacunku dla tej profesji – ogrodnikiem!

kwietnik

Na balkon, taras, do ogrodu

Dla faceta z klasą i zacięciem rowerowym – doskonale nadadzą się spinki do koszuli. Nawet na spotkaniu w pełnym służbowym rynsztunku – będzie wiadomo, że należy do kasty rowerowców!

Spinki rowerowców

Oczywiście panie także mogą podkreślić swoją oryginalność i zamiłowanie do jazdy na dwóch kółkach. I to na kilka sposobów. Oto przykład biżuterii rowerowej dla pań.

Zawieszki, naszyjniki, breloki

Można także zafundować sobie, lub osobie sobie bliskiej bransoletkę. Taką, która nie pozostawi złudzeń, jakie są przekonania noszącej ją osoby!

Bransolerty-NB

Na nadgarstek

Pośród rowerzystów zdarzają się także miłośnicy uzupełniania elektrolitów. po jeździe oczywiście! Dla nich – dokonały prezent łączący te dwie pasje.

otwieracz-nb

Urządzenia do otwierania opakowań płynów z elektrolitami

Niektórzy kochają rowery tak mocno, że są gotowi wyrazić to uczucie na własnym ciele. To rzeczywiście jest wysoki stopień zaangażowania – przed podjęciem decyzji trzeba sprawę dogłębnie przemyśleć. Swoją drogą – obiektem uczuć mogą być daleko bardziej zastanawiające rzeczy, niż rower…

tatuuu-NB

Nie samą miłością do roweru człowiek żyć potrafi…

Czasami bywa, że jedna osoba rowery kocha nad życie, a druga nie do końca ową pasję podziela. I nawet się zastanawia, czy aby o wyłącznie przyjemność z jazdy na dwóch kółkach chodzi? Doskonałym pomysłem jest zakup kasku rowerowego. Kask chroni głowę rowerzysty w razie nieszczęścia. I te modele konkretnie stanowią gwarancję, że rowerzysta w któryś z nich wyposażony nie będzie się zatrzymywać, i będzie jeździć szybko, a z roweru zsiądzie dopiero we własnym garażu.

kaski-NB

W takich kaskach jeździ się bardzo szybko. Bez postojów gdziekolwiek!

Walentynki to dzień, kiedy wyrażamy swoje uczucia. Można to zrobić różnorodnie – może ktoś znajdzie w tym wpisie inspirację, aby podarować coś sobie lub bliskiej osobie. Żeby było miło, sympatycznie, przyjemnie. I żeby się wszystko kręciło – a najbardziej rowerowe koła 🙂

Do zobaczenia na trasach. Ozdobieni jak na rowerzystów z pasją przystało!

Jak siedzieć na rowerze

Jazda na rowerze opiera się przede wszystkim na siedzeniu. Od tego jak się siedzi zależy późniejszy komfort rowerzysty i ewentualne występowanie efektów bólowych tej części ciała, której posiadania normalnie nie zauważamy – a która bywa, że boli po rowerowej przejażdżce. Żeby tego uniknąć, żeby zminimalizować ryzyko występowania takich nieprzyjemnych efektów, należy zdać sobie sprawę z kilku dość prostych rzeczy.

Na czym siedzimy

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się być szalenie prosta – no wiadomo. Plecy każdego z nas w pewnym momencie tracą swą szlachetną nazwę i przechodzą w element, który do tego służy. I ta część ciała we współdziałaniu z rowerowym siodełkiem tworzy ze zwykłego człowieka – rowerzystę. Tyle teoria. A w praktyce?

Pierwsza kwestia – to na czym siedzimy? Niby pytanie proste – ale nie do końca.

Kości-kulszowe

Kości kulszowe – punkty podparcia ciała rowerzysty

W trakcie jazdy rowerem ciężar ciała opiera się na rękach (w zależności od pozycji w różnym stopniu) oraz na kościach kulszowych. A rozstaw owych kości jest kwestią zróżnicowaną – zależy od płci (u pań jest szerzej, u panów mniej) i od indywidualnej, osobniczej budowy ciała każdego z nas. Co ciekawsze – rozstaw kości kulszowej wcale nie jest jednoznaczny z wielkością tej części ciała – gdyż na wizualną wielkość tej części pleców wpływ mają tkanki miękkie, których ilości, jak powszechnie wiadomo, bywają bardzo różne.

Aby wygodnie i bez bólu jeździć na rowerze, rowerzysta na siodełku musi opierać się w czasie jazdy na owych kościach – a w związku z tym, szerokość siodła musi być dobrana do ich rozstawu. Siodełko zbyt szerokie lub zbyt wąskie – nie zapewni odpowiedniego  podparcia i taka jazda – na takim siodełku zakończy się przykrymi dolegliwościami.

Rozstaw własnych kości kulszowych można zmierzyć siadając (dla pewności można w trakcie mierzenia podnieść nogi, żeby mocniej docisnąć kośćmi do podłoża) na jakimś plastycznym materiale (pianka, a nawet tektura falista) a potem zmierzyć odległość pomiędzy środkami odciśniętych dołków – to jest nasz rozstaw kości kulszowych. A siodło musi być szersze od tego wyniku o 20-40 milimetrów. Siodełko węższe albo znacznie szersze od otrzymanego wyniku spowoduje, że w czasie jazdy masa ciała opierać się będzie w największym stopniu na tkankach miękkich – no i to może boleć!

Szerokość siodełka to także kwestia indywidualnego poczucia komfortu. Rozstaw kości kulszowych jest dość stały  – przyjmuje się, iż u mężczyzn to 100-136 mm a przeciętnie 118 mm, a u kobiet rozstawione są nieco szerzej, bo 112-148 mm ze średnią wynoszącą 130 mm (chociaż to bywa bardzo różnie). I nawet bez mierzenia można założyć, że siodełko szerokie, płaskie (tzw. kanapa) będzie zapewniać odpowiednie podparcie. To prawda – i to by wystarczało, gdyby nie drobny fakt – że na rowerze trzeba pedałować! Rozstaw kości kulszowych nie idzie w parze z szerokością miednicy – bywa, że kości rozstawione są dość szeroko a miednica jest stosunkowo wąska – i szerokie siodełko będzie generować… otarcia wewnętrznych fragmentów ud. Będzie się wygodnie siedziało, ale źle pedałowało – i to także nie będzie powodować przyjemności z jazdy.

4_max

Siodełko rowerowe szerokie – tzw. kanapa

Kolejna kwestia związana z siodełkiem rowerowym – to jego twardość. Od razu nasuwa się myśl, żeby siodło było jak najbardziej miękkie – co wydaje się być rozwiązaniem zwiększającym komfort i wygodę. I tu znowu – nie jest tak do końca. Miękkość fotela do odpoczynku – to sprawa oczywista. Siodło rowerowe, w które się rowerzysta wręcz „zapada” – to wygoda dość iluzoryczna – bo na takim siodle otarcia to kwestia tylko czasu; a otarcia to jednak nic przyjemnego.

SPYDER_1_LG

Siodło pozbawione miękkości – może być wygodne

 

Zamiast robić zbyt miękkie siodła można spróbować je amortyzować. Powstało wiele konstrukcji amortyzacji siodełek rowerowych – od sprężyn samego siodła do amortyzowanych sztyc (czyli rurek łączących siodło z ramą roweru). Konstrukcje te są znacznie lepszym rozwiązaniem od miękkich, kanapowatych siodełek – ale decyzja dotycząca wyboru poszczególnych rozwiązań jest w dużej mierze indywidualna!

siodla-amort

Różne rodzaje amortyzacji siodełek rowerowych

Uporawszy się z wielkością, twardością siodła można pomyśleć, że wybór odpowiedniego siodełka staje się już bardziej oczywisty i jasny. Ale niestety – to by było zbyt łatwe. Ważną kwestią jest, po wybraniu siodła ustawienie jego… nachylenia. W czasie jazdy, w zależności od wielkości ramy roweru, stopnia wysunięcia sztycy, wysokości i budowy rowerzysty okazuje się, że na komfort ma ogromny wpływ umieszczenie przodu siodła. W zależności od zajmowanej pozycji i płci rowerzysty – w mniejszym lub większym stopniu następuje, szczególnie przy dłuższych trasach – nacisk na przód (ciała). Ma to szczególne znaczenie u mężczyzn – bo taki nacisk może powodować drętwienie, uczucie dyskomfortu a nawet ból – nie mówiąc o efektach ubocznych, związanych z szeroko rozumianą sprawnością poza rowerową!

Szczególnie dla mężczyzn stworzono siodełka, które pozwalają na zwiększanie swobody w pewnych, ważnych partiach ciała – jeżeli zachodzi taka konieczność.

oval-700-siodelko-szosow_20603

Siodełko z otworem, który służy do polepszenia komfortu rowerzysty

Rowerzystka czy też rowerzysta musi pamiętać, żeby ustawienia siodełka nie powodowało zsuwania się w czasie jazdy, czy to do tyłu czy do przodu.

Ustawienie-siodelka

Pochylenie siodła, zależne od długości ramy, wysokości kierownicy, długości ramion

 

Reasumując – rzecz tak wydawało by się mało istotna i prosta jak siodełko – może, przy nieprzemyślanym, niewypróbowanym rozwiązaniu bardzo zniechęcić do uprawiania rowerowania – takiego nawet na bardzo krótkich dystansach. Poświęcenie nieco uwagi temu zagadnieniu i dobranie siodła do własnych wymagań i preferencji może zaś spowodować, że jazda rowerem stanie się i przyjemna, i wygodna i zdrowa.

Do zobaczenia na rowerowych trasach. Na dobranych, wygodnych siodełkach! 🙂

Trudno pisać o przyjemności zwiedzania świata na rowerowym siodełku, kiedy już tyle na ten temat napisano. O szybkości jazdy rowerem w porównaniu do chodzenia piechotą  – ale jednocześnie o bliskości z otaczającymi miejscami, możliwości zatrzymania się, porozmawiania, posłuchania. Na rowerze można nie tylko zobaczyć – można poczuć świat, który się przemierza.

Praktyczne informacje na temat turystycznej jazdy rowerem.

Wybierając się na wycieczkę rowerową nie chciałoby się, aby zamiast zwiedzania, poruszania się człowiek się martwił problemami. Dlatego warto wcześniej wszystko sobie poukładać, przygotować siebie i sprzęt, żeby została tylko frajda z jazdy. Poniżej garść praktycznych informacji, co trzeba mieć albo zrobić, żeby wszystko działało jak najlepiej.

Rower
lancuch

Porwany łańcuch uniemożliwi jazdę

Wybór roweru to sprawa podstawowa. Można, a nawet najlepiej mieć własny rower – jak się ma własny, to się ten rower dostosowuje do siebie i jest OK. Ale można się wybrać także na rowerze pożyczonym, czyimś. Tak czy inaczej pierwsza kwestia – to sprawność roweru. Źle się jeździ na rowerze popsutym. Pal sześć jak jakiś gadżet odmówi współpracy; ale jak na przykład nie działają przerzutki –to już gorzej. Może to znacznie zmniejszyć przyjemność albo wręcz uniemożliwić jazdę. Także punkt pierwszy – rower ma być sprawny!

Punkt drugi to wielkość roweru. Osoba wysoka nie znajdzie odpowiedniej pozycji na zbyt małym rowerze, a osoba niska – nijak wygodnie nie będzie jeździć na rowerze za dużym. Nie da się. Praktycznie każdy rower ma możliwość regulacji – wysokości siodełka i położenia kierownicy – ale zbyt mała albo zbyt wielka rama – to czynniki uniemożliwiające dopasowanie roweru do użytkownika. A jazda na rowerze niedopasowanym wcześniej niż później zabierze prawie całą przyjemność z wycieczki.

konstrukcja2

Ilość zmiennych długości w konstrukcji roweru jest… imponująca. Najlepiej jednak rower „przymierzyć” do siebie

Rodzaj roweru

Ilości rodzajów rowerów, typów jest olbrzymia. Producenci prześcigają się w tworzeniu kolejnych konstrukcji, czasami coraz bardziej wymyślnych albo bardzo specjalistycznych i tworzonych do jednego rodzaju aktywności. Najważniejsze – nie dać się zwariować.

Praktycznie tylko rowery dziecięce i rowery bardzo specjalistyczne (np. torowe) nie nadają się do uprawiania turystyki. Reszta – jak najbardziej. Wszystko zależy od użytkownika i czasami rodzaju wybranej trasy. Na gładkim asfalcie ktoś na kolarzówce pojedzie szybciej od rowerzysty na klasycznym góralu – a na piasku, leśnej dróżce rowerzysta na rowerze górskim sprawniej się będzie poruszał od rowerzysty na szosówce (ten ostatni na piasku najprawdopodobniej wcale nie pojedzie) – ale z różnym wysiłkiem i prędkością obaj będą w stanie się poruszać. Najbardziej limitującym czynnikiem jest w istocie chęć jazdy na rowerze – jaki to rower – to sprawa drugorzędna!

rower-z-marketu

Przy całym szacunku – ale za takie pieniądze to się roweru nie kupi. To „produkt roweropodobny”, którego trwałość jest żadna, a ryzyko wypadku albo awarii – praktycznie pewne!

Strój rowerzysty

Podstawowa zasada – wygoda. W niewygodnym ubraniu źle się człowiek czuje – jeszcze bardziej źle się jeździ w takim ubraniu na rowerze. Ubranie powinno być dostosowane do warunków w jakich przychodzi nam jeździć na rowerze – i ma umożliwiać zmiany – czyli jak się robi zbyt gorąco, to trzeba mieć możliwość zdjęcia jakiejś warstwy odzieży, a jak zbyt zimno albo mokro – na założenie lub zmianę ubrania na suche lub bardziej suche. Ubranie nie musi być aż bardzo opięte. To znaczy odzież luźna może w czasie jazdy łopotać; ale w sumie jak ktoś nie lubi się czuć jak serdelek – to nie musi. Kolejną kwestią, często poruszaną przez początkujących rowerzystów jest … ból czterech liter. Z powodu właśnie tej dolegliwości część osób zniechęca się albo nie zaczyna przygody z rowerami. Błąd. Jak głosi znane prawo – organ przyzwyczajany ulega przyzwyczajeniu! Niedogodności czy też ból w tej części ciała występuje, jeżeli już to tylko na samym początku. Potem wszystko wraca do normy, i pozostaje tylko przyjemność z przejażdżek!

stroj

W czym się jeździ to kwestia gustu

To czy jeździmy w kasku czy nie – to kwestia wyboru. W Polsce obowiązuje prawo, mówiące że kask nie jest obowiązkowym wyposażeniem. Wybór – czy jeździmy w kasku czy bez należy do rowerzysty. Ale pod rozwagę – w razie nieszczęścia, upadku, uderzenia – kask może ochronić głowę! To bywa bardzo ważne!

Wyposażenie roweru

Zgodnie z polskim prawem rower musi być wyposażony w:

  • Z przodu – światło przednie barwy białej bądź żółtej, stałe albo migające (za dnia można demontować, nie dotyczy tunelu).
  • Z tyłu – światło odblaskowe barwy czerwonej (o kształcie innym niż trójkąt) oraz światło pozycyjne czerwone (może być też migające).dzwonek
  • Każdy rower musi posiadać przynajmniej jeden sprawny hamulec. Przepisy nie określają jakiego typu ma być jego konstrukcja, ma być skuteczny.
  • Dzwonek. Dzwonek albo inny sygnał ostrzegawczy jest obowiązkowy, musi być taki by nie przerażać wydawanym dźwiękiem. Brak obowiązkowego dzwonka może zakończyć się otrzymanie od Policji, mandatu w kwocie 50 złotych.
  • Odblaski. Według obowiązujących przepisów każdy rower musi posiadać z tyłu odblask koloru czerwonego o kształcie innym niż trójkąt. Opcjonalnie, dla własnego bezpieczeństwa można stosować oświetlenie pasywne w postaci odblasków na szprychach i pedałach. Dozwolone są również opony z paskiem odblaskowym na bokach.

Światła rowerowe muszą być przymocowane na wysokości nie wyższej niż 150 cm i nie niższej niż 25 cm od powierzchni drogi.

Tyle przepisy. Posiadanie dzwonka wydaje się być nieco przesadne, ale bywa bardzo… zasadne. Bo w czasie jazdy, kiedy chcemy kogoś wyprzedzić lub wyminąć – to powstaje w głowie ważne pytanie – co krzyknąć? Halo? Przepraszam? Uwaga? A tak – dzwonek załatwia wszystko. No i się mandatu nie dostanie!

Światła, szczególnie z przodu to nie tylko kwestia przepisów ale i rozsądku. Bo jak zapadnie zmierzch, kiedy jeszcze jedziemy w jakimś terenie, po leśnej ścieżce – jak się nie ma lampki, to pozostaje świecenie oczami! A to jak wiadomo, za dużo światła nie daje! A o wywrotkę i nieszczęście – nietrudno!

Bagaż na rowerze

Przewożenie czegokolwiek na rowerze może nie wydawać się problemem – szczególnie przy krótkich wycieczkach. No bo się ubieramy, bierzemy rower – i witaj przygodo! Trochę się sprawy komplikują, kiedy portfel albo komórka uwiera w kieszeni, kiedy się robi za gorąco i trzeba zdjąć kurtkę – i akurat nie chcemy jej wyrzucać do najbliższego kosza na śmieci – to gdzieś ją trzeba spakować! Albo wyciągnąć skądś kurtkę, bo się zbiera na deszcz a jesteśmy już kilka kilometrów od domu…

Są dwie szkoły przewożenia czegokolwiek na rowerze. Jedna mówi – rower ma być najlżejszy – więc bierzemy plecak. Druga mówi – po to wymyślono bagażnik, żeby na nim wozić. To co wybierzemy – to kwestia gustu.Jak ktoś lubi mieć spocone plecy – to plecak (są nawet specjalne plecaki rowerowe – ale żaden, mimo starań producentów nie da 100% pewności, że się człowiek nie spoci pod nim). Jeżeli zaś rower wyposażony jest w koszyk – to wtedy można rzeczy przewieźć w koszyku. Lepszym sposobem jest przewożenie bagażu w specjalnych sakwach. Nie dość, że bagaż w takiej sakwie nie jest narażony na zmoknięcie czy zabrudzenie – to jeszcze sakwy najczęściej mają przemyślane mocowania, które bardzo utrudniają zgubienie całej sakwy – czyli nie musimy się martwić, czy bagaż cały czas z nami jedzie!

Więcej na temat sposobów transportu bagaży na rowerze można znaleźć tutaj.

Wszystkie powyższe rady są oczywiście orientacyjne. Większość rowerzystów, jak zaczyna jeździć – sama ustala co jest najlepsze, najwygodniejsze, najbardziej praktyczne. Pytanie brzmi – jak i na czym jeździć na wycieczki rowerowe – tylko kiedy i gdzie!

Do zobaczenia na trasach!

Wpierw wymyślono rower. Żeby można było łatwiej, szybciej, mniejszym wysiłkiem dotrzeć w jakieś miejsce niż by się to stało na piechotę. Potem zaś okazało się, że są tacy, którzy dokładają do roweru silnik, żeby tego wysiłku można było włożyć jeszcze mniej, a dojechać szybciej.

Rower  z silnikiem to nie skuter czy motocykl. Rower musi posiadać cechę roweru – a więc możliwość poruszania się za pomocą siły ludzkich mięśni po wyłączeniu silnika. I wszystkie konstrukcje spełniają ten wymóg – chociaż trzeba przyznać, że są niektóre, które to robią ledwo ledwo…

Na spalinach

Pierwszym rodzajem silnika, wstawianym do roweru w celu wspomożenia pedałowania były silniki spalinowe. Powstawały konstrukcje, które wyglądem bardziej przypominać zaczęły motocykle; a wielkość silnika powodowała, że na takim rowerze nie sposób było praktycznie jeździć bez wspomagania.

Bez-nazwy-2

Ta konstrukcja to w sumie protoplasta motocykla a nie roweru

Kolejną ścieżką rozwoju były silniki doczepiane ale wyposażone we własne koło pędne. W sumie był to pomysł dobry, sprawny, ale rower z czymś takim nie był najwygodniejszy. No i wszystko ważyło sporo – o przeniesieniu czy pokonaniu jakiejś większej przeszkody można było zapomnieć.

Bez-nazwy-3

Ślepa gałąź rozwoju rowerów. Napęd doczepiany z własnym kołem pędnym

Postępy w miniaturyzowaniu silników umożliwiły umieszczanie napędu „w ramach” konstrukcji roweru jako takiego, bez nadmiernego wzrostu masy całego zestawu. To już bez pudła można było nazywać rowerem, a doczepiony silnik nie zaburzał w takim stopniu całej konstrukcji jak wersje wcześniejsze. Jednak mimo postępów mechaniki rowery z silnikami spalinowymi były jakąś tam niewielką niszą. Silnik spalinowy zawsze był głośny, zawsze smrodził i na szerszą skalę nigdy się nie przyjął. To wszystko się zmieniło za sprawą… prądu!

Bez-nazwy-1

Współczesny rower z doczepionym silnikiem. Spalinowym.

Elektryka zmienia świat
Bateria

Bateria rowerowa – stylizowana na bidon

Napęd elektryczny zawsze kusił. Silnik elektryczny jest cichy, mocny. Ale gromadzenie energii zawsze było problemem – wydajność baterii. Do niedawna akumulatory, które pozwalały by na jako takie sprawne poruszanie się rowerem były po prostu za duże.

Postęp technologiczny i w tej dziedzinie nie stał w miejscu. Powstały elektryczne samochody, skutery, łodzie… ba – pojawiły się elektryczne samoloty! Siłą rzeczy pojawić się musiały i rowery – które wyposażone są w silniki wspomagające, właśnie zasilane prądem!

Rowery elektryczne

Postęp technologii jest wręcz oszałamiający. Rowery elektryczne już teraz występują w wielu, całkiem użytkowych formach – miejskie rowery składane, turystyczne, rowery górskie do jazdy w terenie i elektryczne szosówki. I coraz mniej odróżniają się od swoich analogowych pobratymców – silniki chowane są w piaście któregoś z kół albo w suporcie (czyli tam gdzie się znajduje oś pedałów), a baterie – coraz mniejsze ale dość wydajne – albo chowane są pod bagażnikiem, udają bidon na ramie – przestają po prostu wyróżniać się w konstrukcji.

serce-w-dloni

Piękna maszyna. Jedyna wada – przeszło 50 tys. złotych polskich.

Każdy z nowoczesnych rowerów elektrycznych umożliwia jazdę bez wspomagania, bez prądu. To jednak bywa trudniejsze niż na rowerze analogowym – a w każdym razie wymagające większego nieco wysiłku – bo taki rower na prąd waży przeciętnie około 30 kg (rowery „analogowe” średniej klasy to 12 – 13 kg).

Wbrew pierwszej myśli najrzadsze są rozwiązania, które zamieniają rower elektryczny w urządzenie, na które się wsiada, wciska guzik i jedzie. Silnik najczęściej pełni rolę wspomagającą – a rowerzysta musi się dołożyć do wysiłku – reguluje się ilość siły, jaką dodaje silnik. Jak mocno pedałujemy pod górkę, to silnik nam mocno pomaga; jak nie pedałujemy – to i silnik nic nie robi. Ale to i tak niesamowite wrażenie – jakby z nami był niewidzialny, drugi rowerzysta, który naciska na pedały; da się to poczuć!

W większości rozwiązań mamy do dyspozycji regulację siły wspomagania – na przykład 25%, 50%, 75% i 100%. Oczywiście im więcej będziemy wymagać od silnika tym  krócej będzie trwała wycieczka. A potem trzeba kilka godzin rower… ładować.

rew

Turystyczny rower ze wspomaganiem

Mimo postępów w konstrukcji rowerów elektrycznych nie zrezygnowano z tworzenia oddzielnych urządzeń, które w razie potrzeby wspomogą wysiłek na zwyczajnym rowerze, który mamy w garażu. Doczepiany silnik, zintegrowany z baterią, który w razie konieczności możemy doczepić do prawie każdego roweru (ale tu rower nie może mieć bagażnika i błotnika – mocuje się go pod siodełkiem, napędza tylne koło pchając po prostu oponę).

Bez-nazwy-4

Silnik rowerowy. Konstrukcja testowa

Czy warto kupić?

Jak zwykle w takich wypadkach – zależy. Przede wszystkim od zasobności portfela. Rowery elektryczne są po prostu drogie. Kilka tysięcy złotych to minimum za taki sprzęt jakie trzeba wydać – i to sprzęt nieznanej firmy. Konstrukcje markowe uznanych producentów są droższe!

Jeżeli zaś chodzi o obiekcje analogowych rowerzystów, którzy tych elektrycznych będą wyzywać od łamiących zasady cyklistyki – w dziejach ludzkości postęp pojawiał się najczęściej w wyniku… lenistwa. Poszukiwano rozwiązań, które umożliwią osiąganie określonych celów przy mniejszym wysiłku, ułatwią jakąś czynność, działanie, zmniejszą wysiłek. Rowery z napędem elektrycznym (ale wszak mające także napęd analogowy, mięśniowy) to klasyczny przykład takich działań – i zapewne będą coraz popularniejsze. A jak za popularnością zacznie iść zmniejszanie ceny – to zapewne szybko będziemy mieli rowerzystów jeżdżących na dopingu. Oczywiście elektrycznym.

 

Blog-o-sakwach2

Rower z prawie pełnym „osakwowaniu”. Tak można jechać na długą wyprawę

Sakwy rowerowe – niedoceniane albo nieznane. Nielubiane – przede wszystkim przez tych, co uważają, że linia roweru powinna być… czysta. Niektórzy wożą rzeczy w plecaku, niektórzy w kieszeniach. Niezbędne do uprawiania turystyki, bo wtedy rowerzysta cały swój dobytek przy sobie.

A rodzajów sakw jest sporo. I różnych firm, przeznaczonych do różnych celów. I sakwy wcale nie muszą być brzydkie…

Kosze, sakwy miejskie
dsad

Sakwy miejskie podwójne. Niekiedy bardzo kolorowe.

Rowerzysta wraca do domu i chce zrobić zakupy. To proste – ale potem je trzeba przewieźć. Torba, szczególnie plastikowa „reklamówka” na kierownicy nie jest ani wygodna, ani ładna. No i jak się przerwie – to tylko płakać można. Dlatego powstało wiele konstrukcji pozwalających na bezpieczne przewożenie bagażu, bez obaw o zniszczenie czy pogubienie.

dsad

Specjalna sakwa na kierownicę. Chroni sprzęt foto.

 

 

 

 

dsad

Rower miejski z koszykiem

 

 

dsad

Zmyślna torba na przód

 

 

 

 

 

 

dsad

Koszyk na bagażnik.

 

 

 

 

 

 

 

Sakwy dla białych kołnierzyków
dsad


Sakwa na laptopa.

Rowerem można jeździć nie tylko w ramach rekreacji. Można też dojeżdżać do pracy. A często ważną rzeczą jest laptop, który nie powinien w trakcie takich podróży zamoknąć albo się uszkodzić. i dlatego wymyślono sakwy biurowe.

dsad

Sakwa biurowa. Wejdą papiery, laptop

Sakwy wyprawowe

Żeby można było zabrać ze sobą więcej rzeczy, i żeby te rzeczy nie zniszczyły w trakcie bywa – bardzo różnych warunków w podróży – stworzono sakwy wytrzymałe, mocne, wodoszczelne.

Sakwy MSX wyprawowe

Klasyczne sakwy wyprawowe

 

 

 

 

 Na telefon, nawigację

Obecnie na rowerze przewozi się często mnóstwo elektronicznych gadżetów –

dsad

Uchwyt na telefon

Nawigacja GPS, smartfony a nawet tablety. Oczywiście do tego też powstały specjalne sakwy czy uchwyty.

Inne sposoby przewożenia bagażu na rowerze

Oprócz wszelkiego rodzaju toreb i sakw montowanych na rowerowych kierownicach, ramach, bagażnikach powstały oddzielne konstrukcje służące do transportu dzieci, zwierząt i towarów za pomocą rowerów.

Przyczepka rowerowa

Przyczepka do przewozu dzieci

 

 

 

 

 

 

dsad

Przyczepka towarowa – zamiast sakw na przykład

 

 

 

Czyli jakie sakwy?

Otóż odpowiedź jest prosta – dowolne, aby wygodne, trwałe i funkcjonalne. Ale można i bez! Bo cyklistyka to taka bardzo demokratyczna dziedzina życia – najważniejsze, aby jeździć. A czym i w jaki sposób wozić ze sobą rzeczy – to każdy decyduje sam.