Wpisy

Dzień zakochanych, walentynki. I rowerzyści, dla rowerzystów, sami sobie lub inni dla nich mogą zrobić prezent – żeby pokazać, jak wielkim uczuciem darzą swoje rowery i siebie nawzajem. A niżej kilka pomysłów i propozycji na uczczenie tego dnia.

Jak się ma ogródek, taras czy balkon – można sobie lub komuś zafundować taki kwietnik, Co prawda nie da się tym pojeździć – ale kwiatki wyglądają ładnie. I akcent rowerowy jest wyraźnie widoczny – każdy, kto taki kwietnik zobaczy od razu pozna, że ma do czynienia z osobą z pasją – a nie jakimś tam, przy całym szacunku dla tej profesji – ogrodnikiem!

kwietnik

Na balkon, taras, do ogrodu

Dla faceta z klasą i zacięciem rowerowym – doskonale nadadzą się spinki do koszuli. Nawet na spotkaniu w pełnym służbowym rynsztunku – będzie wiadomo, że należy do kasty rowerowców!

Spinki rowerowców

Oczywiście panie także mogą podkreślić swoją oryginalność i zamiłowanie do jazdy na dwóch kółkach. I to na kilka sposobów. Oto przykład biżuterii rowerowej dla pań.

Zawieszki, naszyjniki, breloki

Można także zafundować sobie, lub osobie sobie bliskiej bransoletkę. Taką, która nie pozostawi złudzeń, jakie są przekonania noszącej ją osoby!

Bransolerty-NB

Na nadgarstek

Pośród rowerzystów zdarzają się także miłośnicy uzupełniania elektrolitów. po jeździe oczywiście! Dla nich – dokonały prezent łączący te dwie pasje.

otwieracz-nb

Urządzenia do otwierania opakowań płynów z elektrolitami

Niektórzy kochają rowery tak mocno, że są gotowi wyrazić to uczucie na własnym ciele. To rzeczywiście jest wysoki stopień zaangażowania – przed podjęciem decyzji trzeba sprawę dogłębnie przemyśleć. Swoją drogą – obiektem uczuć mogą być daleko bardziej zastanawiające rzeczy, niż rower…

tatuuu-NB

Nie samą miłością do roweru człowiek żyć potrafi…

Czasami bywa, że jedna osoba rowery kocha nad życie, a druga nie do końca ową pasję podziela. I nawet się zastanawia, czy aby o wyłącznie przyjemność z jazdy na dwóch kółkach chodzi? Doskonałym pomysłem jest zakup kasku rowerowego. Kask chroni głowę rowerzysty w razie nieszczęścia. I te modele konkretnie stanowią gwarancję, że rowerzysta w któryś z nich wyposażony nie będzie się zatrzymywać, i będzie jeździć szybko, a z roweru zsiądzie dopiero we własnym garażu.

kaski-NB

W takich kaskach jeździ się bardzo szybko. Bez postojów gdziekolwiek!

Walentynki to dzień, kiedy wyrażamy swoje uczucia. Można to zrobić różnorodnie – może ktoś znajdzie w tym wpisie inspirację, aby podarować coś sobie lub bliskiej osobie. Żeby było miło, sympatycznie, przyjemnie. I żeby się wszystko kręciło – a najbardziej rowerowe koła 🙂

Do zobaczenia na trasach. Ozdobieni jak na rowerzystów z pasją przystało!

Wpierw wymyślono rower. Żeby można było łatwiej, szybciej, mniejszym wysiłkiem dotrzeć w jakieś miejsce niż by się to stało na piechotę. Potem zaś okazało się, że są tacy, którzy dokładają do roweru silnik, żeby tego wysiłku można było włożyć jeszcze mniej, a dojechać szybciej.

Rower  z silnikiem to nie skuter czy motocykl. Rower musi posiadać cechę roweru – a więc możliwość poruszania się za pomocą siły ludzkich mięśni po wyłączeniu silnika. I wszystkie konstrukcje spełniają ten wymóg – chociaż trzeba przyznać, że są niektóre, które to robią ledwo ledwo…

Na spalinach

Pierwszym rodzajem silnika, wstawianym do roweru w celu wspomożenia pedałowania były silniki spalinowe. Powstawały konstrukcje, które wyglądem bardziej przypominać zaczęły motocykle; a wielkość silnika powodowała, że na takim rowerze nie sposób było praktycznie jeździć bez wspomagania.

Bez-nazwy-2

Ta konstrukcja to w sumie protoplasta motocykla a nie roweru

Kolejną ścieżką rozwoju były silniki doczepiane ale wyposażone we własne koło pędne. W sumie był to pomysł dobry, sprawny, ale rower z czymś takim nie był najwygodniejszy. No i wszystko ważyło sporo – o przeniesieniu czy pokonaniu jakiejś większej przeszkody można było zapomnieć.

Bez-nazwy-3

Ślepa gałąź rozwoju rowerów. Napęd doczepiany z własnym kołem pędnym

Postępy w miniaturyzowaniu silników umożliwiły umieszczanie napędu „w ramach” konstrukcji roweru jako takiego, bez nadmiernego wzrostu masy całego zestawu. To już bez pudła można było nazywać rowerem, a doczepiony silnik nie zaburzał w takim stopniu całej konstrukcji jak wersje wcześniejsze. Jednak mimo postępów mechaniki rowery z silnikami spalinowymi były jakąś tam niewielką niszą. Silnik spalinowy zawsze był głośny, zawsze smrodził i na szerszą skalę nigdy się nie przyjął. To wszystko się zmieniło za sprawą… prądu!

Bez-nazwy-1

Współczesny rower z doczepionym silnikiem. Spalinowym.

Elektryka zmienia świat
Bateria

Bateria rowerowa – stylizowana na bidon

Napęd elektryczny zawsze kusił. Silnik elektryczny jest cichy, mocny. Ale gromadzenie energii zawsze było problemem – wydajność baterii. Do niedawna akumulatory, które pozwalały by na jako takie sprawne poruszanie się rowerem były po prostu za duże.

Postęp technologiczny i w tej dziedzinie nie stał w miejscu. Powstały elektryczne samochody, skutery, łodzie… ba – pojawiły się elektryczne samoloty! Siłą rzeczy pojawić się musiały i rowery – które wyposażone są w silniki wspomagające, właśnie zasilane prądem!

Rowery elektryczne

Postęp technologii jest wręcz oszałamiający. Rowery elektryczne już teraz występują w wielu, całkiem użytkowych formach – miejskie rowery składane, turystyczne, rowery górskie do jazdy w terenie i elektryczne szosówki. I coraz mniej odróżniają się od swoich analogowych pobratymców – silniki chowane są w piaście któregoś z kół albo w suporcie (czyli tam gdzie się znajduje oś pedałów), a baterie – coraz mniejsze ale dość wydajne – albo chowane są pod bagażnikiem, udają bidon na ramie – przestają po prostu wyróżniać się w konstrukcji.

serce-w-dloni

Piękna maszyna. Jedyna wada – przeszło 50 tys. złotych polskich.

Każdy z nowoczesnych rowerów elektrycznych umożliwia jazdę bez wspomagania, bez prądu. To jednak bywa trudniejsze niż na rowerze analogowym – a w każdym razie wymagające większego nieco wysiłku – bo taki rower na prąd waży przeciętnie około 30 kg (rowery „analogowe” średniej klasy to 12 – 13 kg).

Wbrew pierwszej myśli najrzadsze są rozwiązania, które zamieniają rower elektryczny w urządzenie, na które się wsiada, wciska guzik i jedzie. Silnik najczęściej pełni rolę wspomagającą – a rowerzysta musi się dołożyć do wysiłku – reguluje się ilość siły, jaką dodaje silnik. Jak mocno pedałujemy pod górkę, to silnik nam mocno pomaga; jak nie pedałujemy – to i silnik nic nie robi. Ale to i tak niesamowite wrażenie – jakby z nami był niewidzialny, drugi rowerzysta, który naciska na pedały; da się to poczuć!

W większości rozwiązań mamy do dyspozycji regulację siły wspomagania – na przykład 25%, 50%, 75% i 100%. Oczywiście im więcej będziemy wymagać od silnika tym  krócej będzie trwała wycieczka. A potem trzeba kilka godzin rower… ładować.

rew

Turystyczny rower ze wspomaganiem

Mimo postępów w konstrukcji rowerów elektrycznych nie zrezygnowano z tworzenia oddzielnych urządzeń, które w razie potrzeby wspomogą wysiłek na zwyczajnym rowerze, który mamy w garażu. Doczepiany silnik, zintegrowany z baterią, który w razie konieczności możemy doczepić do prawie każdego roweru (ale tu rower nie może mieć bagażnika i błotnika – mocuje się go pod siodełkiem, napędza tylne koło pchając po prostu oponę).

Bez-nazwy-4

Silnik rowerowy. Konstrukcja testowa

Czy warto kupić?

Jak zwykle w takich wypadkach – zależy. Przede wszystkim od zasobności portfela. Rowery elektryczne są po prostu drogie. Kilka tysięcy złotych to minimum za taki sprzęt jakie trzeba wydać – i to sprzęt nieznanej firmy. Konstrukcje markowe uznanych producentów są droższe!

Jeżeli zaś chodzi o obiekcje analogowych rowerzystów, którzy tych elektrycznych będą wyzywać od łamiących zasady cyklistyki – w dziejach ludzkości postęp pojawiał się najczęściej w wyniku… lenistwa. Poszukiwano rozwiązań, które umożliwią osiąganie określonych celów przy mniejszym wysiłku, ułatwią jakąś czynność, działanie, zmniejszą wysiłek. Rowery z napędem elektrycznym (ale wszak mające także napęd analogowy, mięśniowy) to klasyczny przykład takich działań – i zapewne będą coraz popularniejsze. A jak za popularnością zacznie iść zmniejszanie ceny – to zapewne szybko będziemy mieli rowerzystów jeżdżących na dopingu. Oczywiście elektrycznym.